Pewnego dnia Ed zaprosił Ruth-Ann na kolację. Zjedli spaghetti bolognese przygotowane przez Eda, które z resztą kupił w sklepie Ruth-Ann. Później Ed zrobił kawę po wiedeńsku. Rozmawiali trochę o filmach. Ed pokazał zdjęcie Woodiego ze specjalną dedykacją. Później Ed zapytał Ruth-Ann o jej synów.
- Bill? Tak, to mój najstarszy syn. Mieszka w Nowym Yorku, odwiedził mnie w zeszłym roku. On to miał potencjał… był taki bystry.
- I co się z nim stało?
- No cóż… robi karierę na Wall street, został bankierem.
- Mhm… przykro mi – odpowiedział ze smutkiem Ed.
Ruth-Ann zamyśliła się, a później wsypała dwie czubate łyżki cukru do filiżanki.
nieprawdopodobnie, absurdalnie groźne i rewelacyjne..





